poniedziałek, 25 czerwca 2012

Powroty




Życie biegnie. Ono biegnie, ja biegnę, i ty biegniesz. My biegniemy. Oni też biegną.

I wszyscy zginiemy w imię wpojonego nam poglądu, że żeby być kimś, trzeba spełniać oczekiwania. Musimy być JACYŚ. Ładnie ubrać się do kościółka, mówić dzień dobry sąsiadom, robić dobre pierwsze wrażenie, sztywno trzymać się przyszytego do kręgosłupa kostiumu. Żyć w świecie zmyślonym tak bardzo, jak nasze sztuczne zachowania.

Nie, nie możemy być sobą. Ja nie mogę i ty nie możesz, tak więc my nie możemy. Spokojnie, oni też nie mogą.

A świat umiera. W zatłoczonych tramwajach sekunda po sekundzie wszyscy giną. Umierają goniąc taksówkę albo zerwanego ze smyczy psa. Widzisz? My giniemy i oni giną. Bo ktoś kiedyś powiedział nam, że musimy spełniać oczekiwania. Dobrze się uczyć, skończyć studia, znaleźć kogoś porządnego, wybudować dom, zasadzić drzewo, płacić składki na ubezpieczenie zdrowotne. I każdego dnia umierać na przejściach dla pieszych, w obskurnych barach szybkiej obsługi, umierać na sygnał dzwoniącego budzika, bo tak nam narzucono.

Gniją nam serca, gniją nam dłonie. Nie mamy się za co trzymać i nie możemy kochać. Nie, my nie kochamy. Nie liczymy łez wylanych nad jedną piosenką, nie dostajemy gęsiej skórki, nie piszemy krwią po ścianach. Nie umiemy być bezsilni. Nie czujemy. Nie jesteśmy.


Widzisz? Musimy ocalić ludzkość. „Soulmates never die.”











1 komentarz: