Od nowa uczę się żyć. Muszę się uczyć. Bo jestem jak małe dziecko, które jeśli do pewnego momentu nie nauczy się mówić będzie niemową do końca życia. Powoli topnieje moje schłodzone ciało, żeby ktoś, kto odważył się je zaadoptować, mógł go dotknąć nie odmrażając sobie przy tym dłoni.
Tak więc zaczynam wszystko od początku. Wygrzebuję z zakurzonych kątów i zbieram w sobie odwagę, żeby przekazać się tobie. W zupełnie nowe i obce dla mnie ręce. Daję ci teraz siebie z całą moją wyniszczoną niedoskonałością. Z wyprutym z uczuć wnętrzem. Z poharatanymi kawałkami czegoś, co chyba jeszcze mogę nazwać duszą. Daję ci siebie po kimś, kto zużył mnie tak, że jestem teraz brudnym, podartym łachmanem bez wartości.
A ty mimo wszystko chcesz to wziąć, wiem że chcesz.
A ja chcę się nie bać, że przestraszysz się i uciekniesz. Chcę żebyś pomógł mi stawiać nowe kroki trzymając za mocno za rękę i cierpliwie podnosząc, gdy po raz enty upadnę na ziemię ciągnąc cię w dół za sobą. I pokazał w jaki sposób utrzymać się na nogach.
Daję ci to, co mam. Wszystko. Bo zostało już bardzo mało.
Weź i zrób z całym tym bałaganem co chcesz. Tylko proszę, nie zrań mnie bardziej, niż już jestem poraniona. Bo po raz drugi tego nie zniosę.
Take everything.
Fake everything.
Save everything.
Save everything.

