-
Geralt - jęknęła Essi, wciągając głowę w ramiona. - Tak bardzo mi wstyd.
Wstydzę się tego, co czuję, tego, co jest jak jakaś przeklęta niemoc (…). Myślałam
zawsze, że to piękny i wzniosły stan ducha, szlachetny i godny, nawet, jeżeli
unieszczęśliwia. (…) A to jest organiczne, Geralt, podle i przejmująco
organiczne. Tak może się czuć ktoś chory, ktoś, kto wypił truciznę. Bo tak, jak
ktoś, kto wypił truciznę, jest się gotowym na wszystko w zamian za odtrutkę. Na
wszystko. Nawet na poniżenie. (…) Każ mi wyjść, Geralt. Rozkaż mi, bym stąd
wyszła. Bo sama, z własnej woli, nie mogę, a chcę stąd wyjść (…)
Skurczone
ramiona Essi zadrgały silnie. Dziewczyna odwróciła głowę i zaczęła płakać,
cichym, przerażająco spokojnym, nie wstrzymywanym płaczem.
Niczego
nie czuję, stwierdził ze zgrozą, niczego, najmniejszego wzruszenia. To, że
teraz obejmę jej plecy, to gest rozmyślny, wyważony, nie spontaniczny. Obejmę
ją, bo czuję, że tak trzeba, nie dlatego, że pragnę. Niczego nie czuję. (…) Trochę
poświęcenia, pomyślał, tylko trochę poświęcenia. To ją przecież uspokoi,
uścisk, pocałunek, spokojne pieszczoty... Ona nie chce więcej. A nawet, gdyby
chciała, to co? Trochę poświęcenia, bardzo mało poświęcenia, przecież jest
piękna i warta... Gdyby chciała więcej... To ją uspokoi. (...) A ja... Mnie przecież jest wszystko jedno.
~Andrzej Sapkowski, Miecz przeznaczenia