czwartek, 28 czerwca 2012

Bezdomność




Mam dom, budynek z szarej cegły. Adres zameldowania, ściany i meble. Mam gdzie spać i zjeść. Mogę z niego wychodzić i zawsze do niego wrócić. A kiedy wrócę nikt nie spyta skąd przyszłam i nie przejmie się tym, że złapałam przeziębienie.
Mam dom. Miejsce, gdzie dziwnie się czuję przebywając z kimś w jednym pomieszczeniu. Gdzie ludzie mijają się w korytarzu patrząc w podłogę. Gdzie nikt nie pyta „zrobić ci herbatę?”. I każdy ma swoje sprawy, swoje problemy, swoje życie.

Chcę Domu. Szukam go na ulicach, w cudzych wyrazach twarzy, w oczach innych ludzi. Patrzę i osądzam – tak, ta pani musi mieć Dom. Rozglądam się wśród obcych i zastanawiam czy Dom da się wybudować w pojedynkę. A jeśli tak, to czy tak powstały będzie mógł nazywać się Prawdziwym Domem. Patrzę na ludzi i dzielę ich na dwie grupy. Na szczęśliwych i tych skazanych na bezdomność.

„Home is where your heart is.”






 










poniedziałek, 25 czerwca 2012

Powroty




Życie biegnie. Ono biegnie, ja biegnę, i ty biegniesz. My biegniemy. Oni też biegną.

I wszyscy zginiemy w imię wpojonego nam poglądu, że żeby być kimś, trzeba spełniać oczekiwania. Musimy być JACYŚ. Ładnie ubrać się do kościółka, mówić dzień dobry sąsiadom, robić dobre pierwsze wrażenie, sztywno trzymać się przyszytego do kręgosłupa kostiumu. Żyć w świecie zmyślonym tak bardzo, jak nasze sztuczne zachowania.

Nie, nie możemy być sobą. Ja nie mogę i ty nie możesz, tak więc my nie możemy. Spokojnie, oni też nie mogą.

A świat umiera. W zatłoczonych tramwajach sekunda po sekundzie wszyscy giną. Umierają goniąc taksówkę albo zerwanego ze smyczy psa. Widzisz? My giniemy i oni giną. Bo ktoś kiedyś powiedział nam, że musimy spełniać oczekiwania. Dobrze się uczyć, skończyć studia, znaleźć kogoś porządnego, wybudować dom, zasadzić drzewo, płacić składki na ubezpieczenie zdrowotne. I każdego dnia umierać na przejściach dla pieszych, w obskurnych barach szybkiej obsługi, umierać na sygnał dzwoniącego budzika, bo tak nam narzucono.

Gniją nam serca, gniją nam dłonie. Nie mamy się za co trzymać i nie możemy kochać. Nie, my nie kochamy. Nie liczymy łez wylanych nad jedną piosenką, nie dostajemy gęsiej skórki, nie piszemy krwią po ścianach. Nie umiemy być bezsilni. Nie czujemy. Nie jesteśmy.


Widzisz? Musimy ocalić ludzkość. „Soulmates never die.”











niedziela, 17 czerwca 2012

Spadam


 
Wróciłam nad przepaść, po raz kolejny. Rytuał znów się powtórzył. Cały czas niebezpiecznie się do niej zbliżałam a kiedy byłam na krawędzi patrzyłam ze strachem w dół – wrodzony lęk wysokości wygrywał i w panice uciekałam jak najdalej od niej. Kilka dni, kilka tygodni spokoju, by za jakiś czas powtórzyć wszystko od początku, znów wrócić nad przepaść i balansować na krawędzi.

Jestem blisko, a może już u celu. Patrzę w otchłań i widzę to samo co zwykle -  czarna pustka bez nadziei na to, że kiedyś coś się zmieni i wyrwę się z utartych schematów, ze środka błędnego, rozpędzonego koła, z którego nie da się wyskoczyć nie ryzykując złamania ręki czy nogi.

Patrzę w dół i tym razem chcę skoczyć. Chcę bardziej niż zwykle. Ale im bardziej chcę, tym bardziej „coś” mi nie pozwala. Trzyma mnie z tyłu za rękę i nie daje wykonać kroku. „Coś” silniejszego od moich rąk, zdolnego unieruchomić je swoim uściskiem. „Coś”, co próbuje mnie przekonać, że nie jest tak źle, jak się wydaje, wcale nie tak, jak ja twierdzę, że jest.

Ale skąd „coś” może to wiedzieć? No skąd? Nawet najlepiej dobrane słowa nigdy nie będą w stanie opisać tego, co siedzi w środku. Nie da się opisać pustki, rozpaczy, samotności, strachu, poczucia beznadziei... bla, bla, bla. Można by wymieniać i wymieniać, tylko po co? Przecież wszystko i tak prędzej czy później zostanie sprowadzone do jednego, krótkiego: „Natalia, przesadzasz.” 







"Wszystko będzie dobrze – powiedział (...); nie bardzo w to wierzył, lecz była to litania, był to psałterz, głos dorosłego wołający w głąb czarnej studni lat, w ciasną dziurę rozpaczliwego dzieciństwa; tak się mówi, gdy wszystko jest źle, to było światełko w ciemną noc, niezdolne wystraszyć potwora z szafy, lecz zdolne utrzymać go w szafie jeszcze przez chwilę; był to głos bez mocy, który musiał mówić – mimo wszystko. Wszystko będzie dobrze – powtórzył, nie bardzo w to wierząc, wiedząc to, co wszyscy dorośli wiedzą w głębi serca, że nic nigdy nie jest dobrze. Wszystko będzie dobrze. Płakał. Teraz nic nie mógł na to poradzić.” 

~ Stephen King, Podpalaczka

















  








 Niechciany anioł

Zamknięty pośród słońca słów
Schowany za znakami dróg
Za daleko od nieba

Wstałeś za późno by żyć
Słońce daje znak więc idź
Powtarzaj: im mnie nie trzeba

Za chwilę wstanie ponownie
Nie dając czasu nocy niespokojnej
Stań pośród nich

Na granicy wschodu pozostałe
Stłumione brzaskiem jedno pióro białe
Przeklęty świt

~ Tala, 2008









***

tutaj leży Izold jasnowłosa
biała Izold o złotym warkoczu
bardzo jasno jest w szpitalu nocą
świecą ogniki oczu

trzepotliwy oddech o ściany
tłucze się jak uwięziony ptak
na spotkanie wybiega mu wiatr
w korytarze wąskie zabłąkany

i wiem że się nieodwołalne stanie
nim obudzi okna nowy dzień
na szpitalnym łóżku złota cień
i szept wiatru poza oknem - Tristanie

~ Halina Poświatowska