Życie biegnie. Ono biegnie, ja biegnę, i ty biegniesz. My
biegniemy. Oni też biegną.
I wszyscy zginiemy w imię wpojonego nam poglądu, że żeby być
kimś, trzeba spełniać oczekiwania. Musimy być JACYŚ. Ładnie ubrać się do
kościółka, mówić dzień dobry sąsiadom, robić dobre pierwsze wrażenie, sztywno
trzymać się przyszytego do kręgosłupa kostiumu. Żyć w świecie zmyślonym tak
bardzo, jak nasze sztuczne zachowania.
Nie, nie możemy być sobą. Ja nie mogę i ty nie możesz, tak
więc my nie możemy. Spokojnie, oni też nie mogą.
A świat umiera. W zatłoczonych tramwajach sekunda po
sekundzie wszyscy giną. Umierają goniąc taksówkę albo zerwanego ze smyczy psa.
Widzisz? My giniemy i oni giną. Bo ktoś kiedyś powiedział nam, że musimy
spełniać oczekiwania. Dobrze się uczyć, skończyć studia, znaleźć kogoś
porządnego, wybudować dom, zasadzić drzewo, płacić składki na ubezpieczenie
zdrowotne. I każdego dnia umierać na przejściach dla pieszych, w obskurnych
barach szybkiej obsługi, umierać na sygnał dzwoniącego budzika, bo tak nam
narzucono.
Gniją nam serca, gniją nam dłonie. Nie mamy się za co
trzymać i nie możemy kochać. Nie, my nie kochamy. Nie liczymy łez wylanych nad
jedną piosenką, nie dostajemy gęsiej skórki, nie piszemy krwią po ścianach. Nie
umiemy być bezsilni. Nie czujemy. Nie jesteśmy.
Widzisz? Musimy ocalić ludzkość. „Soulmates never die.”

Dzięki.
OdpowiedzUsuń