Mam dom, budynek z szarej cegły. Adres zameldowania, ściany
i meble. Mam gdzie spać i zjeść. Mogę z niego wychodzić i zawsze do niego
wrócić. A kiedy wrócę nikt nie spyta skąd przyszłam i nie przejmie się tym, że
złapałam przeziębienie.
Mam dom. Miejsce, gdzie dziwnie się czuję przebywając z kimś
w jednym pomieszczeniu. Gdzie ludzie mijają się w korytarzu patrząc w podłogę.
Gdzie nikt nie pyta „zrobić ci herbatę?”. I każdy ma swoje sprawy, swoje
problemy, swoje życie.
Chcę Domu. Szukam go na ulicach, w cudzych wyrazach twarzy,
w oczach innych ludzi. Patrzę i osądzam – tak, ta pani musi mieć Dom. Rozglądam
się wśród obcych i zastanawiam czy Dom da się wybudować w pojedynkę. A jeśli
tak, to czy tak powstały będzie mógł nazywać się Prawdziwym Domem. Patrzę na
ludzi i dzielę ich na dwie grupy. Na szczęśliwych i tych skazanych na
bezdomność.
„Home is where your heart is.”


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz