Wróciłam nad przepaść, po raz kolejny. Rytuał znów się
powtórzył. Cały czas niebezpiecznie się do niej zbliżałam a kiedy byłam na
krawędzi patrzyłam ze strachem w dół – wrodzony lęk wysokości wygrywał i w
panice uciekałam jak najdalej od niej. Kilka dni, kilka tygodni spokoju, by za
jakiś czas powtórzyć wszystko od początku, znów wrócić nad przepaść i
balansować na krawędzi.
Jestem blisko, a może już u celu. Patrzę w otchłań i widzę
to samo co zwykle - czarna pustka bez
nadziei na to, że kiedyś coś się zmieni i wyrwę się z utartych schematów, ze
środka błędnego, rozpędzonego koła, z którego nie da się wyskoczyć nie
ryzykując złamania ręki czy nogi.
Patrzę w dół i tym razem chcę skoczyć. Chcę bardziej niż
zwykle. Ale im bardziej chcę, tym bardziej „coś” mi nie pozwala. Trzyma mnie z
tyłu za rękę i nie daje wykonać kroku. „Coś” silniejszego od moich rąk,
zdolnego unieruchomić je swoim uściskiem. „Coś”, co próbuje mnie przekonać, że
nie jest tak źle, jak się wydaje, wcale nie tak, jak ja twierdzę, że jest.
Ale skąd „coś” może to wiedzieć? No skąd? Nawet najlepiej dobrane słowa
nigdy nie będą w stanie opisać tego, co siedzi w środku. Nie da się opisać
pustki, rozpaczy, samotności, strachu, poczucia beznadziei... bla, bla, bla.
Można by wymieniać i wymieniać, tylko po co? Przecież wszystko i tak prędzej
czy później zostanie sprowadzone do jednego, krótkiego: „Natalia, przesadzasz.”
"Wszystko będzie dobrze – powiedział (...);
nie bardzo w to wierzył, lecz była to litania, był to psałterz, głos dorosłego
wołający w głąb czarnej studni lat, w ciasną dziurę rozpaczliwego dzieciństwa;
tak się mówi, gdy wszystko jest źle, to było światełko w ciemną noc, niezdolne
wystraszyć potwora z szafy, lecz zdolne utrzymać go w szafie jeszcze przez
chwilę; był to głos bez mocy, który musiał mówić – mimo wszystko. Wszystko
będzie dobrze – powtórzył, nie bardzo w to wierząc, wiedząc to, co wszyscy
dorośli wiedzą w głębi serca, że nic nigdy nie jest dobrze. Wszystko będzie
dobrze. Płakał. Teraz nic nie mógł na to poradzić.”
~ Stephen King, Podpalaczka
Niechciany anioł
Zamknięty pośród słońca słów
Schowany za znakami dróg
Za daleko od nieba
Wstałeś za późno by żyć
Słońce daje znak więc idź
Powtarzaj: im mnie nie trzeba
Za chwilę wstanie ponownie
Nie dając czasu nocy niespokojnej
Stań pośród nich
Na granicy wschodu pozostałe
Stłumione brzaskiem jedno pióro białe
Przeklęty świt
~ Tala, 2008
***
tutaj leży Izold jasnowłosa
biała Izold o złotym warkoczu
bardzo jasno jest w szpitalu nocą
świecą ogniki oczu
trzepotliwy oddech o ściany
tłucze się jak uwięziony ptak
na spotkanie wybiega mu wiatr
w korytarze wąskie zabłąkany
i wiem że się nieodwołalne stanie
nim obudzi okna nowy dzień
na szpitalnym łóżku złota cień
i szept wiatru poza oknem - Tristanie
~ Halina Poświatowska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz