Zgiełk myśli, tysiące urojeń. Za dużo ich w mojej głowie.
Chore wyobrażenia przewijają się z jednego końca łóżka na drugi. Rozbudzają
mnie za każdym razem kiedy wydaję mi się, że zasypiam. Idealizuję. A
rzeczywistość oblewa mnie kubłem zimnej wody i śmieje się ze mnie. Bo ciągle
brakuje mi odwagi, żeby się z nią zmierzyć. Nie potrafię zrealizować tego, co
nie daje mi zasnąć. Jestem chora na bezsilność i wstyd. Wstydzę się siebie i
swojej bezsilności. I boję się, że ktoś po raz kolejny obleje mi twarz zimną
wodą. Boję się, że przecież nie będzie tak, jak bym chciała żeby było. Tak jak
mi się śni. Że w końcu po prostu uśmiechniesz się i odejdziesz. A ja nie będę
miała już siły, żeby krzyknąć, że nadal potrzebuję twoich słów obok mojego ucha.
Powiedz, że też się boisz. Że boisz się o mnie, o nas, że
nie chcesz mnie zranić. Mów mi o głupotach tego rodzaju, będzie mi łatwiej.
Możesz kłamać. Kłam ile wlezie. Chociaż przez chwilę poczuję się lepiej, bliżej
zmyślonych ideałów.
Może kiedyś położysz się tu, obok. Bliżej moich myśli. Może
zostaniesz. A może przeciekniesz mi przez palce i nawet nie zauważę, że już cię
nie ma. I nie będę umiała odróżnić czy kiedykolwiek byłeś. Bo gubię się we
własnych urojeniach. Skoro jestem obca nawet dla siebie to jak mogę być bliska
tobie?
Wiem, że potrzebuję cię tak jak palacz nikotyny. I nigdy nie
będę potrafiła cię rzucić, jak rzuca się palenie. Jesteś we mnie za głęboko.
Nawet jeśli nie wiesz o wszystkich momentach, kiedy mam ochotę wyskoczyć z
okna, albo kiedy składam się w całość, bo ktoś znowu rozsypał mnie na milion
drobnych kawałków. Nawet jeśli nigdy nie widziałeś jak trzęsę się od trwającego
wieki szlochu. Albo jeśli nie podejrzewasz, że czasami lubię
się zastanawiać „co by było, gdyby?”. Nawet jeśli nigdy się nie dowiesz i nigdy nie zobaczysz. Chociażbyś
nigdy miał nie zrozumieć. Potrzebuję cię. Bo mój świat chyba znowu się kończy.
„Może grzechem pierworodnym jest ten kwas rybonukleinowy, co
go przejąłem nie wiadomo po kim?
Ten tajemniczy szyfr wystrzelony z dalekich
gigantycznych galaktyk grzeszności. (...)
Może za ten grzech-niegrzech będziemy
sądzeni w dniu Sądu Ostatecznego?”
Strange infatuation seems to grace the evening tide.
Such imagination seems to help the feeling slide.
Instant correlation sucks and breeds a pack of lies.
Oversaturation curls the skin and tans the hide.
I'll take it by your side.
You try to break the mould before you get too old.
You try to break the mould before you die.
You try to break the mould before you die.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz